Brzoska prezentuje bat na Facebooka i resztę. Tak zmieniłby reguły gry

Brzoska prezentuje bat na Facebooka i resztę. Tak zmieniłby reguły gry

Autor:

w

Dziś Rafał Brzoska na platformie X przedstawił założenia swojej akcji „150% – Stop Scam”, prowadzonej przez Fundację Rafała Brzoski. Głównym postulatami kampanii jest nałożenie kary w wysokości 150% przychodu z każdej reklamy uznawanej za oszustwo. Środki te miałyby zasilać fundusz kompensacyjny dla poszkodowanych. Inicjatywa jest efektem reklamy zaprezentowanej przez Brzoskę 14 sierpnia, w której ukazano go w kajdankach. Jak na razie pozostaje w sferze petycji, a nie projektów ustawowych czy wyroków, choć w historii działań Brzoski oraz polskiego oddziału Meta z pewnością były takie przypadki.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to CEO InPostu ma aktualnie największe szanse na powodzenie swojej akcji. Wszystko dzięki szerokim zasięgom oraz znakomitym zasobom finansowym, które znacznie ułatwiają realizację tego typu inicjatyw. Osobiście uważam, że akcja jest jak najbardziej zasadna, a postawa operatorów mediów społecznościowych, zwłaszcza Mety w kontekście działań Brzoski, pozostawia wiele do życzenia i często przejawia intencjonalną indolencję, trudną do wytłumaczenia.

Więcej informacji o akcji oraz link do petycji online można znaleźć na stronie internetowej 150proc.pl.

Platforma społecznościowa zyskuje na oszukańczych reklamach, a Ty jesteś zdany sam na siebie

Życie bywa niesprawiedliwe, ale czy słuszne jest, że na przykład Facebook na oszukańczych reklamach zawsze zarabia, podczas gdy Ty, jeśli dasz się nabrać, ponosisz straty? Pojawiają się opinie, że „chcącemu nie dzieje się krzywda”, ponieważ ktoś klika w scamowe reklamy, nie przestrzegając zasad cyfrowej higieny: „mógł być ostrożniejszy”. Należy jednak pamiętać, że oszustwa stają się coraz bardziej wyrafinowane. Ważne jest także, aby spojrzeć poza krąg osób odpornych i zaznajomionych z mechanizmami działania cyberprzestępców. Ofiarami mogą być Twoi rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, a nawet dzieci. Brak reguły. Czy nie warto więc podjąć wszelkich działań, aby wymusić na operatorach zablokowanie kampanii prowadzonych przez przestępców już w ich zarodku?

Czytaj dalej poniżej

Furgonetka z problemami. Mogą posypać się kary

Oszuści często wykorzystują platformy reklamowe mediów społecznościowych do rozszerzania zasięgu swoich kampanii: przestępcy płacą na przykład Facebookowi, a platforma kieruje reklamę do grup społecznych określonych w ustawieniach kampanii. Użytkownik, który otrzyma tę reklamę i w nią kliknie, wpada w pułapkę… i traci pieniądze. Sprawcy zazwyczaj działają z zagranicy, korzystając z tzw. „słupów”, wielu kont oraz rachunków bankowych. Reklamę można usunąć już po tym, jak zacznie działać, ale co do zasady, przychód z niej pozostaje u usługodawcy mediów społecznościowych. Pieniądze wpłacone raz… pozostają już na zawsze.

Dlatego Rafał Brzoska zaproponował karę w wysokości 150%, a nie 100%. Odebranie pełnych przychodów uczyniłoby rachunek „zerowym”, co nie zmusiłoby usługodawców do niczego poza zwrotem pieniędzy. Dodatkowe 50% ma z kolei generować stratę dla platformy. Reuters informuje, że reklamowe oszustwa mogą generować nawet 15 miliardów wyświetleń dziennie, co przekłada się na około 7 miliardów dolarów rocznego przychodu Mety z tego segmentu. 16 miliardów dolarów to już nielegalny hazard oraz szeroka gama produktów zakazanych przez prawo (z różnych powodów): media społecznościowe zarabiają więc nie tylko na internetowych oszustwach. Meta, jak to Meta, określiła ten wynik jako „nieprecyzyjny”, ale nie pochwaliła się swoimi danymi.

Anatomia deepfake’a. Jak ludzie tracą pieniądze?

Posłużymy się przykładem scamu wykorzystującego wizerunek Rafała Brzoski lub jego bliskich: taka reklama wskazuje na pochodzenie z uznanego medium lub instytucji, prezentując na przykład zatrzymanie znanej osoby, jej śmierć, scenariusze skandalu bądź fałszywe promocje szybkiego zarobku. Całość bazuje na sensacji i silnych emocjach oraz wspiera się autorytetem pożyczonym z uznanej instytucji.

Kliknięcie w reklamę prowadzi do spreparowanego medium, które wyglądają jak prawdziwe. Może to być znany w Polsce bank, sklep lub platforma inwestycyjna, gdzie użytkownik zostawia swój numer telefonu lub wykonuje inną czynność zgodnie z wezwaniami do działania zawartymi na stronie. Następnie możliwości przestępców się rozszerzają: od wyłudzania danych kart kredytowych, przez telefony z fałszywymi alertami o wzięciu kredytu lub nieautoryzowanym przelewie z konta, gdzie doradca może zalecać pobranie TeamViewera, aby następnie wskazać ofierze sposób na udostępnienie dostępu do swojego komputera lub telefonu, co prowadzi do kradzieży pieniędzy. To oczywiście skrót i nie wyczerpuje wszystkich możliwości działań przestępców.

Co najgorsze, odkrycie takiej kampanii nie zawsze jest łatwe: deepfake’i różnią się jakością, a przestępcy skrupulatnie ukrywają swoje intencje. CERT opisał mechanizmy, dzięki którym kontrola ze strony operatora mediów społecznościowych oraz samego użytkownika może widzieć inne strony, w zależności od adresu IP, przeglądarki i źródła wejścia. Oszuści potrafią wykazać, że kierują do wiarygodnej domeny, ale i tak „docelowe” kliknięcie prowadzi do innego, złośliwego adresu. CERT ujawnił także patologię związana z reakcjami Mety na zgłoszenia: spośród 122 reklam zgłoszonych przez „zwykłe” konta, Facebook usunął tylko 10, a w 106 przypadkach… odmówił.

Nie jest tajemnicą, że na ogromną liczbę zgłoszeń każdego dnia nie zajmują się skrupulatni konsultanci, lecz zazwyczaj automaty, które przeważnie są nieskuteczne w obliczu większości oszustw. Meta do tej pory nie miała, szczególnie w Polsce, silnego motywatora do zajęcia się tym problemem. Miejmy nadzieję, że akcja Brzoski przyniesie jakiś skutek, ponieważ rządzący i cała klasa polityczna nie wiedzą, jak się za to zabrać. Oni mają „inne problemy”: na przykład raporty o marce „Polska” wykonane przy pomocy sztucznej inteligencji, tak nieudolnie, że trudno uwierzyć, iż jest to możliwe w dzisiejszych czasach, mając na uwadze ogromne możliwości aktualnych modeli AI.

Brzoska walczy z Metą od lat

Pierwszy duży skandal z reklamami wykorzystującymi wizerunek Brzoski oraz jego żony Omeny Mensah ujawniony został latem 2024 roku. Mensah zidentyfikowała 263 reklamy, które rozpowszechniały informacje o jej rzekomej śmierci, pobiciu lub uwięzieniu. Po zgłoszeniu przez Brzoskę, prezes UODO wydał 9 sierpnia 2024 roku trzymiesięczny zakaz wyświetlania w Polsce reklam wykorzystujących jego dane. W listopadzie Sąd Okręgowy w Warszawie udzielił małżeństwu zabezpieczenia na czas procesu o ochronę dóbr osobistych.

Marcowe orzeczenie Sądu Apelacyjnego z 2026 roku nie zakończyło jednak głównego wątku sprawy wyrokiem prawomocnym. Sąd stwierdził, że w przypadku reklam Meta nie zachowuje się jako bierny pośrednik: ponieważ otrzymuje wynagrodzenie za prowadzenie kampanii, weryfikuje przesyłane do niej materiały oraz pomaga w ich celowaniu i zwiększaniu zasięgu.

Zabezpieczenie dotyczące zakazu utrzymano w odniesieniu do Mensah, natomiast część dotycząca Brzoski została uchylona jako sformułowana w sposób zbyt ogólny. To jedna z najbardziej zaawansowanych w skutkach walk z operatorami mediów społecznościowych, ale wynik tego procesu wciąż nie jest przesądzony. Wyobraźcie sobie walkę, którą prowadzi przeciętna osoba: to wymaga znacznych środków finansowych, doskonałych prawników oraz ogromnej determinacji, aby doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.

W tym wpisie zawarte są m.in. personalia zarządu Mety w Polsce | oryg. wpis: https://x.com/RBrzoska/status/2088271677746737207

Brzoska ma szansę zadziałać tam, gdzie politycy zawodzą

Unijna regulacja DSA wymaga od największych platform ograniczenia ryzyka, tworzenia archiwów reklam i większej przejrzystości w kontekście podmiotów będących reklamodawcami. To zobowiązanie jest w mocy od 17 lutego 2024 roku, jednak nie przewiduje kar na poziomie 150% przychodu z reklamy. Meta przekonuje, że oszustwa niszczą zaufanie do jej biznesu, co wskazano w moim zdaniu skandalicznym oświadczeniu tuż po emocjonalnym, a zarazem trafnym wpisie CEO InPostu, w którym wymienił on zarząd Mety w Polsce.

Czytaj również: Polacy nabijani w butelkę. W tle prezydent Nawrocki i Rafał Brzoska

Po wybuchu skandalu w Polsce, kiedy wpis Brzoski wywołał falę reakcji użytkowników na platformie X, zaczęto wymieniać inne grzechy Mety: m.in. arbitralne blokady, utrudniony kontakt z obsługą klienta, brak wyjaśnienia powodów ograniczeń. Meta odpowiedziała na te zarzuty, wskazując, że ujawnienie danych zarządu polskiego oddziału nie rozwiąże problemu, a dodatkowo może wpłynąć na bezpieczeństwo wymienionych. To jednak bzdura: znalezienie danych osób z Mety w Polsce to kwestia 15 minut ręcznej pracy lub kilku minut dla przeciętnie rozgarniętej AI.

Akcja jest słuszna. Petycja jest ważna i potrzebna. Mam jednak kilka pytań otwartych do CEO InPostu. Kto będzie decydować o tym, czy reklama jest oszustwem? Od jakiego momentu zaczyna się odpowiedzialność platformy?

Istnieje także kwestia, którą warto doprecyzować w dalszych pracach nad akcją: kampania zakupiona np. w Mecie za 10 tys. złotych, może spowodować milionowe straty u ofiar, podczas gdy fundusz otrzyma tylko 15 tys. złotych. Mechanizm będzie działać jako straszak dla platform społecznościowych, ale sam w sobie nie zagwarantuje naprawienia szkód: poszkodowani (ci, których wizerunek został skradziony, czy ci, którzy kliknęli w reklamy) mogą nigdy nie doczekać się wyrównania ich krzywd. Nie przerzucałbym całej odpowiedzialności na platformy, jednak może później warto będzie doprecyzować bardziej skuteczne sankcje lub rozwiązania, które zabezpieczą także i poszkodowanych?

Siła pomysłu CEO InPostu leży jednak w nieco innym miejscu: po raz pierwszy koszt dopuszczenia do oszustw na platformy reklamowe społecznościowych byłby przerzucony na firmy, które powinny stać na straży ich weryfikacji. To byłaby najpoważniejsza zmiana od lat i cywilizowanie działań gigantów społecznościowych w Polsce. Unia nie zdołała tego osiągnąć. Nie powiodło się to także politykom z naszego podwórka. Jeśli akcja Rafała Brzoski odniesie sukces, będzie to jego ogromny, quasi-polityczny sukces, ponieważ przecież miliarder nie działa jako polityk.