Starliner wraca do łask. NASA zapowiada dla niego misję

Starliner wraca do łask. NASA zapowiada dla niego misję

Autor:

w

NASA i Boeing przygotowują kolejny bezzałogowy lot Starlinera, który ma stanowić test po awariach z 2024 roku. Wyniki tej próby będą kluczowe dla powrotu astronautów na pokład statku, który wcześniej doświadczył poważnych problemów na orbicie.

Starliner ponownie wyruszy w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, gdzie planuje zadokować i dostarczyć istotne dane do oceny bezpieczeństwa konstrukcji. Na pokładzie nie będą tym razem astronauti, a kontrolerzy lotu skoncentrują się na testowaniu silników manewrowych oraz instalacji odpowiedzialnej za utrzymanie ciśnienia w układzie napędowym. NASA w ten sposób przetestuje modyfikacje mające na celu ograniczenie problemów związanych z temperaturą. Okno startowe przewidziano na grudzień i styczeń, choć nie wykluczamy zmian. Nie martwię się o gotowość NASA, ale bardziej o Starlinera. W końcu to Boeing…

Jak dziesięciodniowa wyprawa zamieniła się w 286 dni horroru

Barry „Butch” Wilmore oraz Sunita Williams wystartowali na pokładzie Starlinera 5 czerwca 2024 roku, planując dziesięciodniową misję testową tej kapsuły. Ich celem było sprawdzenie statku przed jego regularną służbą. Podczas zbliżania się do ISS wystąpiły jednak wycieki helu oraz awarie silników manewrowych, które poważnie wpłynęły na ocenę zdolności do bezpiecznego powrotu. Astronauci dotarli na stację, lecz ich powrót był kilkakrotnie odkładany, gdyż NASA i Boeing analizowali usterki. Ostatecznie Starliner powrócił na Ziemię dopiero we wrześniu 2024 roku, i to bez astronautów na pokładzie. Pechowa dwójka wróciła Crew Dragonem 18 marca 2025 roku, po 286 dniach — to była zdecydowanie najdłuższa dziesięciodniowa misja w historii.

W module serwisowym zawiodło pięć silników manewrowych, co mocno wpłynęło na zdolność statku do kontrolowania ruchu. Podczas bezzałogowego powrotu również silnik w module załogi, który miał stanowić rezerwę, zawiódł. Śledczy wskazali niedostateczną redundancję w systemie odpowiedzialnym za manewr zejścia z orbity, co uniemożliwiło sensowne jego zastąpienie. NASA sklasyfikowała całą misję jako zdarzenie kategorii A, choć nikomu nie stała się krzywda. To był mocny cios dla Boeinga, który poniósł konsekwencje kontrowersyjnych decyzji projektowych. Problemy zaczęły się od awarii samolotów, a skończyły na problematycznej kapsule kosmicznej.

Temperatura i zawory pod nadzorem

Ustalono, że teflonowe elementy zaworów w silnikach modułu serwisowego uległy odkształceniu. Ograniczyło to przepływ materiału pędnego i pogorszyło działanie silników potrzebnych do precyzyjnego manewrowania przy stacji. Problemy te były spowodowane warunkami termicznymi, dlatego Boeing wprowadził zmiany w zarządzaniu temperaturą w module. Problemem okazały się także wycieki helu z instalacji ciśnieniowej, której sprawność jest kluczowa dla prawidłowego działania napędu. Prace obejmą również wszystkie 12 zaworów silników manewrowych w module załogowym, a inżynierowie planują wzmocnienia przed erozją oraz nowy rejestrator danych, który ma pozwolić na dokładne monitorowanie pracy silników, czego według NASA również brakowało.

Czytaj dalej poniżej

Od tych galaktyk wszystko się zaczęło. Webb pozwolił wysnuć badaczom ciekawe wnioski

Nadchodząca próba odbędzie się jednak przed zakończeniem wszystkich poprawek. NASA informuje, że modyfikacja zaworów silników modułu serwisowego zostanie ukończona po misji Starliner-1. Test ma przede wszystkim ocenić zmiany związane z termiką, dostarczyć dane o osiągach oraz zidentyfikować, co jeszcze wymaga poprawy. Kontrolerzy przeprowadzą także szereg prób układu napędowego, a w pobliżu ISS zastosują bardziej rygorystyczne kryteria jego pracy. Wszystko to, wraz z innymi kwestiami, może (lub nie) skutkować certyfikacją dla lotu z załogą.

NASA potrzebuje drugiego statku. A skoro powiedziano A…

Dla NASA porażka Starlinera byłaby również porażką wizerunkową i finansową. Crew Dragon od SpaceX jest obecnie jedynym działającym amerykańskim statkiem regularnie przewożącym astronautów na orbitę. Agencja od początku programu Commercial Crew dążyła do posiadania dwóch niezależnych statków, aby gwarantować dostęp do stacji w razie problemów z jednym z nich. NASA chce, aby Starliner obsługiwał ISS do jej planowanego wycofania w 2030 roku, a następnie potencjalnie do lotów do stacji komercyjnych. Tyle że Crew Dragon lata bezpiecznie i bez większych problemów, a Starliner już przy pierwszej próbie powinien był sobie poradzić, ale napotkał poważne trudności, które mogły zagrażać życia astronautów, a także ich rodzinom. Niestety, polityka i biznes nie mają sumienia ani wyrzutów sumienia. Dobrze, że zakończyło się to „tylko” przedłużonym pobytem w kosmosie dla tej dwójki kosmicznych pionierów.

Czytaj również: Ratunek załogi Starlinera już przybył. NASA wszystko nagrała

Wciąż pozostaje pytanie o rakietę nośną, ponieważ zapas używanych przez Starlinera Atlasów V jest ograniczony. NASA planuje współpracować z Boeingiem oraz United Launch Alliance nad dopuszczeniem rakiety Vulcan do lotów załogowych z tą kapsułą. To jednocześnie wymaga osobnej integracji i certyfikacji, a zatem naprawa statku nie rozwiązuje wszystkich kłopotów. Najbliższy start będzie próbą dla Boeinga: czy firma odrobiła lekcję z jakości i postanowiła przyjąć odpowiedzialność za błędy? A może znów na orbicie pojawi się kosmiczny bubel? Jak na razie Starliner może sobie latać, byle bez ludzi. Co będzie dalej? Czas pokaże.