Cena transformacji energetycznej, przez lata ignorowana, zaczyna ujawniać swoje konsekwencje w najbogatszych gospodarkach Europy.
Przez długi czas zachęty finansowe, ulgi podatkowe oraz dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych stanowiły fundament polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Jednak dynamiczny rozwój elektromobilności niesie ze sobą skutki uboczne, które bezpośrednio wpływają na budżety państwowe. Najlepszym tego przykładem są Niemcy, w których spadek konsumpcji paliw tradycyjnych doprowadził do poważnych ubytków w dochodach podatkowych.
Problem u naszego zachodniego sąsiada staje się coraz bardziej oczywisty. Wpływy z niemieckiego podatku energetycznego nakładanego na benzynę oraz olej napędowy zmniejszyły się z 37 miliardów euro w 2016 roku do 33 miliardów euro w 2025 roku. Różnica czterech miliardów euro rocznie stanowi istotny ubytek dla finansów publicznych, zwłaszcza że obciążenia fiskalne związane z litrem paliwa są ogromne – oprócz podatku energetycznego (47,04 centa za litr oleju napędowego i 65,45 centa za litr benzyny) na ostateczną cenę składają się opłaty CO2 oraz 19-procentowy VAT. Analitycy i eksperci z Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii wskazują, że spadek sprzedaży paliw kopalnych podważa dotychczasowy model finansowania państwa oraz infrastruktury drogowej. W najnowszych prognozach przewiduje się, że do 2050 roku roczne wpływy z tego tytułu mogą skurczyć się do zaledwie 5 miliardów euro.
Sytuację w Niemczech dodatkowo komplikuje fakt, że auta elektryczne korzystają z ulg podatkowych, m.in. w zakresie podatku od pojazdów, które mają obowiązywać aż do 2035 roku. W celu zrekompensowania strat budżetowych, niemiecki rząd będzie zmuszony do wprowadzenia nowych form opodatkowania. W debatach europejskich coraz częściej pojawia się pomysł rezygnacji z tradycyjnych podatków paliwowych na rzecz opłat drogowych uzależnionych od przejechanego dystansu (tzw. podatku od przebiegu) lub obowiązkowych winiet dla wszystkich pojazdów. Przykład Wielkiej Brytanii, która od 2028 roku wprowadza podatek eVED dla aut elektrycznych, pokazuje, że era darmowych przywilejów dla branży EV dobiega końca.
Kiedy ten problem dotknie Polskę?
W Polsce perspektywa powstania dziury budżetowej spowodowanej elektromobilnością wydaje się obecnie odległa. Na naszym rynku obecność samochodów elektrycznych nadal stanowi niewielki ułamek całego parku maszynowego. Z danych z drugiej połowy 2026 roku wynika, że po polskich drogach porusza się nieco ponad 147 tysięcy w pełni elektrycznych samochodów osobowych (BEV) oraz około 161 tysięcy hybryd typu plug-in. Mimo rosnącej dynamiki rejestracji nowych aut z napędem elektrycznym, ich udział w całkowitej sprzedaży nowych samochodów osobowych nadal waha się w granicach 4–5%. W efekcie, wpływy do polskiego budżetu z tytułu akcyzy, opłaty paliwowej oraz VAT zawartych w cenie paliwa pozostają na razie stabilne.
Oszacowanie momentu, w którym polski Minister Finansów odczuje potrzebę sięgnięcia do kieszeni właścicieli samochodów elektrycznych, zależy od tempa wymiany floty. Przy realistycznym scenariuszu, w którym udział aut zeroemisyjnych w nowej sprzedaży przekroczy 20-25% na przełomie lat 2029 i 2030, zauważalny ubytek w dochodach podatkowych może wystąpić około 2032–2035 roku. To właśnie w tej dekadzie Polska prawdopodobnie dołączy do państw wprowadzających powszechne opłaty za kilometr lub reformującego system podatku od posiadania pojazdu. Przejście od etapu zachęt i dopłat do etapu powszechnego opodatkowania samochodów elektrycznych jest nieuniknionym krokiem w procesie globalnej transformacji transportu.
